Blokada

niedziela, 8 marca 2015

Mama na huśtawce

Jestem MAMĄ...przebieram, kąpie, gotuje, karmie, piorę, odbieram z przedszkola, rysuje, maluje, układam, buduje, opowiadam, śpiewam, uwieczniam momenty, przytulam, tęsknie, ganiam, rozśmieszam, pocieszam, uczę, tłumacze, zakazuje, organizuje czas, chodzę na spacery, do lekarza, do teatru i bóg wie gdzie jeszcze.
Ponadto czytam, analizuje, obserwuje,  wyszukuje inspiracji, testuje, kupuje, szukam nowych bodźców, wychowuje w myśl nowej koncepcji wychowawczej dot. wychowania szczęśliwego dziecka, walki ze stereotypami, skupieniu się na małym człowieku, który ma prawo uczyć się, czuć, myśleć, rozumieć, doświadczać zgodnie ze swoją naturą i wiekiem, rozwijać się w swoim własnym indywidualnym tępię. Czasem mam okazje testować swoją nagiętą do granic możliwości cierpliwość. W stosunku do synka nie mam wymagań, staram się go akceptować takim jakie jest. Jest idealny, taki jak trzeba, ze swoimi nastrojami, ekspresją, potrzebą kontaktu i empatii mieszczącą się w ustalonych przez niego granicach.
To jest moja droga. MOJA JASNA STRONA MACIERZYŃSTWA.

piątek, 6 marca 2015

Dlaczego MONTESSORI?

System edukacji przedszkolnej i wczesnoszkolne oparty jest na założeniu: nauczyciel jako  element czynny ma nauczać, a dziecko jako element bierny ma tą naukę odbierać. Ministerstwo może wprowadzać wielkie reformy - dywagować nad  zawartością elementarza i wyznaczać granice liczenia, posyłać 5 latki do szkół, decydować czego dziecko ma się nauczyć w przedszkolu a czego nie, ale gdzie tak właściwie jest sedno problemu?!. Ideologia Montessori dla nas pod tym względem jest prawdziwą rewolucją bo tu nie chodzi stricte o nauczanie dziecka rozumiane jako przekazywanie wiedzy i umiejętności, ale o uczenie się dziecka czyli obserwacja i odpowiadanie na jego potrzeby.
  • Każde dziecko jest inne, powinno rozwijać się według indywidualnego  planu rozwoju a nie odgórnie narzuconego, tak aby móc uczyć się samodzielnie i efektywnie.
  • Nie zadajemy sobie pytania „czy małe dzieci potrafią się uczyć?” Pytanie jakie należy zadać brzmi: „Czy my – dorośli – chcemy, żeby małe dzieci się uczyły?” Pozornie chcemy ale tylko w ramach dobrze nam znanych,  jeżeli czterolatek wykazuje chęć pisania czy czytania to system mu tego nie umożliwia, a nauczyciel nie podąża za dzieckiem tylko za systemem
  • Od najmłodszych lat obserwując życie dziecka można zauważyć że proces uczenia się postępuje z wielką prędkością   i jeśli go docenimy, będzie przebiegał w niewiarygodnym tempie (nie stawiajmy sztucznych barier decydując czego dziecko ma się uczyć i kiedy - wszystkie dzieci prędzej czy później uczą się mówić i chodzić i jeśli nie są naciskane przebiega to naturalnie z ich ogromną satysfakcją i dumą). To dziecko wie najlepiej kiedy jest gotowe.
  • Dzieci nie uczą się dlatego, że są inteligentne lecz są inteligentne dlatego, że się uczą. Żadne dziecko nie chce się uczyć dopóki nie wie, że uczenie się istnieje. I tu mam wrażenie jest zderzenie ze ścianą w momencie przekroczenia progu podstawówki.

Anegdotka na koniec
Uczeń zmienił szkołę na szkołę Montessori.
Dziadek pyta: – Jesteś zadowolony z nowej szkoły?
Wnuczek: – Tak.
Dziadek: – Dlaczego?
Wnuczek: – Bo mogę liczyć, do ilu chcę!

poniedziałek, 2 marca 2015

A nie mówiłam...

Skacze Bartek po łóżku,
uderzył głową w ścianę,
płaczliwym głosem przepełnionym bólem mówi: "tak to się kończy!"

niedziela, 1 marca 2015

Idziemy do teatru

Korzystając z sobotniego popołudnia odbyliśmy z Maluchem długo wyczekiwaną wizytę w teatrze. Nie był to nasz pierwszy raz, tak wiec wiedziałam, że pomysł jest trafiony. Historia o małym krokodylku, który wykluł się z jaja i poszukiwał swojej mamy bardzo zainteresowała naszego synka. Całym sobą oglądał przedstawienie, komentując, uśmiechają się, klaszcząc a pod koniec badając wszystkie rekwizyty użyte podczas spektaklu. Przedstawienie jest skonstruowane tak aby skupić uwagę dzieci w wieku 1-3. Historia jest jasna, język prosty wzbogacony o dobrze dzieciom znane sygnały dźwiękowe (np. bam, hopsa itp.), rekwizyty kolorowe, a aktorzy mają serce do dzieci i doskonałą umiejętność nawiązywania z nimi kontaktu. Jeżeli ktoś twierdzi że roczne dziecko nie potrafi się na niczym skupi, radzę zabrać je do teatru - 25 min skupienia gwarantowane.

Niestety podaż nie odpowiada popytowi. W naszym mieście wystawiają tylko 4 przedstawienia. Nie wspominając już o fakcie że miejsc jest tak mało, że trzeba rezerwować z 2 miesięcznym wyprzedzeniem.






poniedziałek, 23 lutego 2015

Kolejny krok ku samodzielności

Post ma dotyczyć naszego wielkiego sukcesu związanego z samodzielnym zasypianiem, aczkolwiek zaraz mi na myśl przychodzi KOSZMAR WSTAWANIA którego nie da się tak łatwo odpędzić więc na początek mała dawka wspomnień.
Kwestia snu dziecka była dla mnie jak dotąd najgorszą zmorą macierzyństwa. Mimo iż jako niemowlę Bartek spał książkowo, co 3 godziny z zegarkiem w ręku budził się na karmienie, a następnie zasypiał na kolejne 3 godziny. Żadnych kolek, żadnego noszenia na rączkach. Bardzo szybko nauczył się też przesypiać 9-10 godzin w nocy. Ale co z tego?!. Godziny pobudki były jak w wojsku,  wyznaczone miedzy 5-6 rano. Nieważne czy środek tygodnia czy weekend, nieważne ze zimą ciemnica była jeszcze przez 3 godziny. Nigdy nie dolegiwał zawsze od razu na pełne obroty, zwarty i gotowy do zabawy. Próby kładzenia dziecka później nic nie pomogły, godzina pobudki była nienegocjowana. Ja ledwo żywa starłam się dożyć do pierwszej drzemki i dopiero koło godziny 16 zaczynaliśmy normalnie funkcjonować. Ten  koszmar przekreślił naszą dalszą potrzebę prokreacji, a nasze małżeństwo zostało doprowadzone na krawędź przepaści. Dopiero koło 2 urodzin syn postanowił nam odpuścić, a my zaczęliśmy żyć. Teraz wstaje o 8, często jeszcze nawet godzinę poleży i posłucha piosenek na tablecie.

sobota, 21 lutego 2015

LANZAROTE

Z tęsknoty za słońcem postanowiliśmy zafundować sobie krótki urlop w ciepłych krajach. Celem podróży była kraina wiecznej wiosny czyli - Wyspy Kanaryjskie. Bartek gdy dowiedział się o naszych planach podniecony codziennie z radością wołał: "lecimy molotem, na wakacje, na baseny". Muszę przyznać, że miałam sporo wątpliwości dotyczących podróżowania zagranice z 2 latkiem. Obiekcje dotyczyły męczących podróży, zorganizowanych posiłków, a także naszego własnego komfortu, bo w końcu to dla nas też miały być wakacje, a nie droga przez mękę. 
Wiedza o naszym dziecku, a także intuicja mnie nie zawiodły.  Dni przeznaczone na podróż dla nas samych były koszmarne, natomiast dziecko dało sobie świetnie rade. O godzinie 11 wyruszyliśmy z domu w kierunku lotniska by o 24 wieczorem po 1,5 godzinnym logowaniu w hotelu trafić do naszego pokoju. Bartek pomimo długiego i męczącego dnia nawet przez chwile nie wykazał niezadowolenia.  Droga powrotna nie była wcale lżejsza, ale humory dzięki udanym wakacjom nas nie opuszczały. Nawet niezapowiedziana kupa i deficyt pampersów w walizce nie zepsuły nam nastrojów. Idea, która przyświecała naszemu dziecku podczas całego urlopu to: wszystko co nowe jest super. Nowe sytuacje i nowe miejsca działają na nasze dziecko bardzo stymulującą. Lotnisko, samolot, autobus, hol hotelowy, balkon, plaża są doskonałymi miejscami do eksploracji z Mamą, Tatą  no i Tygrysem (tak na marginesie nieodłącznym uczestnikiem naszej wycieczki, wielokrotnie zgubionym i poszukiwanym, a to przez personel hotelowy, a to przez strażnika na lotnisku, no ale jest z nami, na szczęście bezpiecznie wrócił do domu:)

środa, 4 lutego 2015

Maniak bujaczkowy

Mimo iż pogoda za oknem nie nastraja pozytywnie, ze spacerów raczej staramy się nie rezygnować. Maluch jak tylko słyszy słowo spacer od razu krzyczy "buj buj". I tak było odkąd zaczął siedzieć, główną atrakcją każdego spaceru była i jest huśtawka. Wszelkie ślizgawki, rury, bociany, karuzele, bujaki na sprężynie, mostki nie przekonują naszego dziecka. 

Złote zasady bujania wg Bartka:
1) Każdy spacer powinien prowadzić do huśtawki
2) Wszystkie huśtawki są Bartka (jak wchodzimy na plac zabaw huśtawki powinny zostać natychmiast zwolnione)
3) Bujać można się zawsze (nieważne czy pada czy świeci słońce, czy jest 30 stopni, czy minus 5)
4) Bujać można się bardzo długo wskazane nawet do zaśnięcia 
5) Bujać należy "moco"
6) Mama powinna bujać się obok Bartka


Z bujaniem nie ma co dyskutować tak więc skupiliśmy się na urozmaicaniu drogi na huśtawkę. A to kasztanki pozbiera, a to w piłkę pogra. Zawsze można też stanąć samochodem  kilometr od placu zabaw i dojechać motorkiem.
W każdym razie nie walczymy - bujamy